Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Codzienność. Pokaż wszystkie posty

2020/02/14

Nadzwyczajność


Czasem na miłość trzeba poczekać. Czasem wydaje nam się, że wypłakaliśmy już wszystko i że nigdy nie będzie już tak pięknie, jak wtedy. Chodzimy do naszej ulubionej kawiarni, zamawiamy kawę, którą znajomy pan przynosił nam zawsze, gdy tylko tu przychodziliśmy. Zostawiamy gorzkie łzy, a ostatni autobus odjechał chwilę temu. Mamy w sobie wielką dziurę. Jest z nami, kiedy czytamy książkę, w kolejce u lekarza, kiedy zasypiamy w małym pokoiku na poddaszu, czy podczas zakupów. Nie można jej niczym zapchać, bo wszystkie irracjonalne próby kończą się zawsze niepowodzeniem. W zamian tego katujemy się ulubionymi piosenkami, zapachem i próbujemy odtworzyć to, co było w nas piękne. Ale ona z czasem przychodzi. W najmniej spodziewanym momencie. Kiedy zamarzamy o 4 rano na peronie z walizką. Mamy ochotę rzucić to wszystko w cholerę, ale coś mocno pchnie nas do przodu. 

Wsiadamy do tego cholernego pociągu. I wszystko potem jest już inne.

Odkrywasz, że jest na świecie ktoś, kto jest kimś więcej, niż tylko Twoim przyjacielem. Nie lubi pić rano z Tobą kawy, ale przynosi Ci ją do łóżka. Nie jest idealny tak, jak zawsze sobie wymarzyłaś, ale zaczynasz zauważać, jak bardzo ta nieidalność wpasowuje się w to, co lubisz i czego chcesz. Ktoś robi Ci dobrze jajecznicą ze szczypiorkiem z parapetu, a Ty dla niego uczysz się wkładać pastę do zębów do kubeczka nakrętką do góry. 

Nie żałuję żadnej przepłakanej nocy w pokoiku na poddaszu, ani żadnego wysłanego listu miłosnego. Żadnego człowieka, który był na drodze do Ciebie. Każda miłość, spotkanie i rozczarowanie rzeźbią nasze wnętrze. Bez tych pustek bylibyśmy zwyczajni.  


fot. Klaudia Osiak

2019/01/05

2018!


Kiedy myślę o tym, jaki był ten rok widzę naprawdę wiele dobrego. Był intensywny, czasem może nawet aż do przesady. Gdybym mogła rzucić w świat jakieś pouczenie, które z niego wyniosłam, to chyba po prostu takie zapewnienie siebie, że spokój i cisza też jest potrzebna, nawet o wiele bardziej, niż pęd i bycie w kilku miejscach naraz. 

Rok 2018 to rekordowa liczba fotografii w moim życiu. Zarówno w szkole, jak i w pracy. Najsmutniej jest wtedy, kiedy odkrywam, jak niewiele z tych zdjęć powstało ze spontanicznego wyjścia z domu i snucia się po różnych, dziwnych miejscach z aparatem. W porównaniu z ubiegłymi latami jest ich naprawdę kilka. 




Drogi 2019. Bądź dla mnie dobry i przynieś mi trochę spokoju. Albo zostaw tak, jak jest, bo mimo tych wszystkich niepokojów byłeś najlepszy. 


Styczeń to miesiąc Tadzia. Już rok jest z nami!





 Kwiaty w mieszkaniu mamy. 

Najlepszy prezent na świecie!





Jesień w mieście. 



 Kawa. Wszędzie kawa. 


Bądź najlepszy. 

2015/12/02

Dzienność.


Odpalam laptopa, włączam płytę Mikromusic, stawiam przed sobą kubek z gorącą (dla odmiany) herbatą mango&truskawka (mój ulubiony smak na równi z pigwą) i z wahaniem zaglądam na tę maleńką przestrzeń. Nie będę się usprawiedliwiać, lubię tu wracać właśnie w takich momentach. Gdy rzeczywistość staje się odległym marazmem i na drobną chwilę o niej zapominam. Dużo ostatnio myślałam o tym, czy chcę dzielić się tu absolutnie wszystkim, kreślić trafne, lub mniej trafne wnioski, wrzucać zdjęcia, które w pewien sposób utożsamiają się z tym, co czuję trzymając w dłoniach aparat. Nadal nie uzyskałam odpowiedzi, ale wiem, że gdzieś wewnętrznie potrzebuję miejsca, gdzie tkwiłoby te kilka słów i migawek ode mnie dla was. Idąc za zasadą - niech się dzieje co chce, wracam do pisania swoich bzdurek i dalej będę narzekać, że powinnam wreszcie zainwestować w zgrabnego polaroida. Zbliżają się święta, czas prezentów, wcale bym się nie obraziła :) 

Grudzień. Ukradkiem zerkam na swój kalendarz i jedyne, na co mam ochotę, to zaszyć się gdzieś na małej przestrzeni swojego łóżka. Nawet mój kot patrzy na mnie tak, jakby za chwilę miał nastąpić koniec mojej egzystencji. Jeśli to nastąpi, przynajmniej umrę przyzwoicie w swoim ulubionym swetrze, ciepłych skarpetach i przy dźwiękach Milesa Davisa. Listopad był czasem inspiracji, poszukiwań, myśli spisywanych zawsze na brudno i stale za późno. Rozczarowań, ale też pięknych myśli i planów, które powoli kreują niedaleką przyszłość. Już wiem, że będzie to dobry czas!


Skończyła się herbata. Dobranoc, trzymajcie się ciepło! Nie zapominajcie zakładać przed wyjściem czapki, szalika i korzystać z dobrodziejstw XXI wieku. Ja już zaopatrzyłam się w ciepłe buty, termofor, kubek termiczny i mega przytulaśne sweterki. Nie wiem, jak przetrwałabym okres jesienno-zimowy bez tych cudownych wynalazków.







2015/10/25

Na chwilę wyszło słońce.

Lubię jesień. Jej fakturę, kolor, zapach, smak. Kawę pitą kilka razy dziennie, rano gorącą, która parzy w język, wieczorem chłodną, niemal zimną z podwójną porcją mleka, słodzoną dwa razy. Orzechy, których nigdy nikomu nie chce się rozłupywać i stos książek do przeczytania. Ciepłe skarpety, jazz w głośnikach, za duży sweter, koc - absolutny must have. 


Ostatnio mam znacznie mniej do czynienia z moim aparatem. Ale tęsknię, okrutnie tęsknię! Dlatego nadrabiam, pstrykam, zamykam tych kilka wieczorów w migawkach i cudownie jest przypomnieć sobie, jak bardzo mi tego brakowało. Chociaż tak cichutko, bardzo cichutko marzę o fotografii analogowej, własnej ciemni, magii polaroidów. Tymczasem zostawiam was z sobotnimi kadrami. 

















Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka